Kneblowanie dziennikarza
Poniedziałek 24 października 2016

Krzysztof Kaźmierczak, dziennikarz ,,Głosu Wielkopolskiego” od lat z największą determinacją dąży do wyjaśnienia okoliczności i ujawnienia winnych uprowadzenia i śmierci Jarosława Ziętary, młodego dziennikarza ,,Gazety Poznańskiej”, który 1 września 1992 r. zaginął w drodze do pracy. Do dziś nie znaleziono ciała i nie pociągnięto do odpowiedzialności sprawców tej zbrodni.

W toku kilkukrotnego wznawiania śledztwa i dzięki publikacjom - w tym najliczniejszym autorstwa K. Kaźmierczaka – przed sądem postawiono byłego biznesmena i senatora Aleksandra Gawronika, któremu postawiono zarzut podżegania do zabójstwa Ziętary.

Teraz oskarżonym został sam Kaźmierczak, którego pozwał Mirosław R. ps. Ryba były ochroniarz Elektromisu. Ryba -  jak wykazano w aktach sprawy - miał być zamieszany w upozorowane samobójstwo Romana K. ps. Kapela, który był prawdopodobnie zamieszany w porwanie Jarosława Ziętary. Kaźmierczak opisał tę sprawę na łamach ,,Głosu Wielkopolskiego” w maju br. I właśnie na ten tekst powołał się Ryba, kierując do sądu akt oskarżenia przeciwko dziennikarzowi, pozywając K. Kaźmierczaka z powództwa cywilnego o zniesławienie z art. 212 par. 1 Kodeksu karnego.

Pierwsza rozprawa odbyła się 13 października w Sądzie Rejonowym w Poznaniu.

- Traktuję to jako rewanż w sprawie Jarka Ziętary – mówił dziennikarz przed wejściem na salę rozpraw. – O powiązaniach Ryby ze śmiercią Kapeli pisałem nie tylko ja. Co najmniej dwukrotnie informowała o tym ,,Gazeta Wyborcza”, pisaliśmy też o tym wątku wspólnie z Piotrem Talagą w książce, która ukazała się w ubiegłym roku. Pozwany zostałem tylko ja.

Obrońca Mirosława R., mecenas Patrycja Leśkiewicz zapytana przez dziennikarzy, oświadczyła, że artykuł w ,,Głosie” oparty jest na pomówieniach i nieprawdziwych informacjach. Kaźmierczak z pełnym przekonaniem twierdzi, że pisząc materiał opierał się wyłącznie na aktach sprawy.

Dla dziennikarzy, którzy przyszli do sądu by relacjonować sprawę, zaskakujący był skład obrońców byłego ochroniarza. Byłego ochroniarza reprezentuje mecenas Wiesław Michalski znany z występowania w sprawach firmy Elektromis Mariusza Świtalskiego oraz wspomniana mecenas Patrycja Leśkiewicz, broniąca A. Gawronika w procesie o podżeganie do zabójstwa Ziętary. Co więcej, w toku postępowania obaj ponowie twierdzili, że w ogóle się nie znają.

Krzysztof Kaźmierczak, pozwany został przez byłego ochroniarza Elektromisu z paragrafu 212 k.k., który uważany jest za PRL-owiskie narzędzie kneblowania ust dziennikarzom, pociągające do odpowiedzialności nie redakcję, a personalnie autora materiału dziennikarskiego, któremu za zniesławienie grozi kara więzienia, ograniczenia wolności lub grzywna. 

Środowisko mediów od lat walczy o zmianę tego przepisu. Co więcej, żeby skazać dziennikarza za zniesławienie, osoba, kierująca oskarżenie do sądu nie musi udowadniać, że doznała uszczerbku na swoim wizerunku na skutek publikacji. Wystarczającym jest, że czyjaś wypowiedź może potencjalnie spowodować taką sytuację.   

Procesem K. Kaźmierczaka zainteresowało się Centrum Monitoringu Wolności Prasy. Jego przedstawiciel przyjechał do Poznania na rozprawę. Jednak on, jak i wszyscy obecni tam dziennikarze, zostali wyproszeni z sali sądowej. Obrońcy Ryby nie zgodzili się na jawność postępowania sądowego.

- Monitorujemy sprawę na wniosek K. Kaźmierczaka – mówił po wyjściu z sali Piotr Wolniewicz z CMWP. - Staramy się badać przebieg wszystkich procesów, w których dziennikarze oskarżani są z art. 212 Kodeksu karnego, gdyż uważamy, że przepis ten ogranicza wolność prasy w naszym kraju.

Kolejne posiedzenie sąd wyznaczył na 28 listopada.

Anna Dolska